Ponieważ zbliża się koniec kalendarzowego roku, wszelkie inwestycje, zwłaszcza miejskie bardzo przyśpieszyły. Trzeba się, bowiem m.in. rozliczyć z przyznanych funduszy.

Różne media informują, ile to przy okazji będziemy mieli w Łodzi, dzięki tym inwestycjom, nowych drzew. Już pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że cieszy mnie każde drzewo posadzone w mieście, przy drogach i ulicach, a te w centrum najbardziej. Zauważyłem w ostatnich dniach, że na osi komunikacyjnej W-Z pojawiło się sporo tych nasadzeń. Wierzę, że pójdą za tym starania, aby, żadne z nich nie „wypadło”, np. zaraz po okresie gwarancji!

Martwi mnie jednak cały czas uprawiana przy tej okazji pewna demagogia urzędnicza. Ciągle słyszę, m.in., jako społecznik angażujący się w „dobrostan” miejskiej zieleni, że „ co prawda usunęliśmy jedno duże kilkudziesięcioletnie drzewo, ale za nie posadziliśmy nowe!!”.

Nie chce mi się, po raz kolejny tłumaczyć (tym, co w temacie „nie siedzą”) jak jest naprawdę. Pozwalam sobie „zacytować” pewien rysunek, za prof. J. Hereźniakiem, obrazujący tak „kawa na ławę” ten problem, a z pewnością wielu czytającym już znany.

Chrońmy stare drzewa

Może warto powielić go w wielkich wymiarach i porozwieszać w mieście na banerach (zamiast często bardzo głupawych treści, wiszących na nich aktualnie), czy w formie plakatów we wszystkich szkołach i przedszkolach. Jak wrócą dzieci po pandemii, będą miały jak znalazł w ramach proekologicznej edukacji! O ile dobrze pamiętam, to za czasów Pani Ogrodnik Miasta Dr G. Ojrzyńskiej podobne plakaty były wydrukowane i rozsyłane do różnych instytucji i organizacji w naszym Mieście Łodzi!

Kiedyś, podczas koleżeńskiej wizyty, jeden z moich „branżowych” zauważył, że w naszym mieście i to w jego centrum (nie tylko w parkach) rośnie bardzo dużo starych, dorodnych dębów. Niektóre z nich pamiętają otaczające onegdaj Łódź stare lasy (puszcze).

– „Słuchaj, wiele naszych miast, tych pięknych starych, średniowiecznych, o takich okazach, a jeszcze w centrum, może tylko pomarzyć, to wasz wielki skarb!” 

Może warto byłoby zinwentaryzować te z nich, które rosną przy ulicach, placach, skwerach, na osiedlach (bo te w parkach są chyba już zinwentaryzowane?) i otoczyć szczególną opieką, tworząc nasz łódzki „system ochrony miejskich dębów” przed zniszczeniem czy uszkodzeniem w trakcie różnych inwestycji? Proponuję utworzenie społecznego rejestru miejskich dębów. Taka „DĘBOTEKA ŁÓDZKA”! Każdy okaz mógłby otrzymywać swoją metrykę i być wpisany na ogólnodostępny wykaz. Dotyczyłoby to nie tylko drzew już uznanych za pomnikowe, ale może przede wszystkim tych innych, które będą spełniały ustalone kryterium. Za podstawowe uważam „wartość” dla naszego miejskiego środowiska.

Na początek proponuję wpisać do niej drzewo rosnące na Al. J. Piłsudskiego obok Urzędu Marszałkowskiego, które nazywam „drzewem przetrwania” ze względu na to ile już przeszło w swoim życiu, będąc nadal bardzo żywotne!

Dąb przy Urzędzie Marszałkowskim

Może nie pochodzi ono z tych ”leśnych zasobów”, ale należy mu się to za wielką chęć życia w tych skrajnych warunkach. Podobnie jak kolejne drzewa na zdjęciu poniżej rosnące przy  ul. Wólczańskiej, w intensywnie użytkowanych miejscach, czy okazy pomnikowe rosnące na terenie osiedli mieszkaniowych, np. przy ul. Traktorowej. A to tylko kilka lokalizacji tych pięknych naszych rodzimych, bardzo szlachetnych i długowiecznych drzew, godnych jak najlepszej ochrony w naszym mieście. Ponieważ co i rusz pod piłami „miejskich drwali” padają dorodne topole ( „bo kruche, bo pylą, bo dużo liści zrzucają, a w ogóle to są krótkowieczne”), robinie czy klony jesionolistne (”tak pan broni tych obcych roślin?”),  to może w ten sposób uratujemy chociaż nasze rodzime długowieczne dęby przed zakusami „pożeraczy miejskich terenów zieleni”!

Dęby w Łodzi
Dęby z ulicy Wólczańskiej- przy Górniaku (z lewej) i przy ul. Czerwonej (z prawej)
Dęby w Łodzi
Dąb na terenie osiedla przy ul. Traktorowej (od str. ul. Klaretyńskiej)

Nim zacznę kontynuować wspomnienia dotyczące pomnikowej lipy na radomszczańskim zabytkowym cmentarzu, zaczęte w poprzednim odcinku, chcę podziękować tym osobom, które „angażują się” wraz ze mną w opisywane historie. Znaczy to, iż nie są dla nich obojętne. A ponieważ podstawową materią moich wspomnień są DRZEWA, głównie te najcenniejsze, najstarsze, najpiękniejsze i chęć ich ochrony (często za wszelką cenę, bo naprawdę są tego warte!), tym bardziej mam satysfakcję, gdy odbieram sygnały od ludzi „nadających na tych samych falach”.

Po ostatnim odcinku otrzymałem korespondencję od Pana, który przekazał mi szereg ciekawych informacji o lipie rosnącej na zabytkowym cmentarzu w Radomsku. Są to informacje związane zarówno z historią jej życia, jak i o jej aktualnym stanie oraz ewentualnych przyszłych losach. Bardzo za nie dziękuję. Jednocześnie utwierdza mnie to w przekonaniu, że czasami warto zabawić się w „starego doktora”! Tak bowiem nazwał te moje opowiadania zaprzyjaźniony stomatolog, gdy mu o nich przy okazji wspomniałem … ”Panie Marku, czyli to takie …wspomnienia starego doktora”.

 W roku 2015, a więc 23 lata po wykonaniu przy tej lipie wzmocnień mechanicznych, otrzymaliśmy zlecenie na usunięcie jednego z jej konarów (pni) przewodnich. Przypomnę – był to układ trójkątny przewiercanych wzmocnień linowych, stabilizujący razem trzy pnie przewodnie. Ten przewodnik „zasychał” przez jakiś czas. Najpierw niezbyt zauważalnie, później było to widoczne (zaniknęła zupełnie korona i ustała wegetacja), ale z uwagi na ten statyczny układ wynikający z powiązania go z pozostałymi dwoma przewodnikami, jego stan był ”tolerowany” i pod pewną kontrolą. W momencie jednak, gdy pojawił się (odpadała przysłaniająca go kora) ubytek wgłębny u jego nasady, z widocznym daleko posuniętym rozkładem drewna, administracja cmentarza zaczęła rozważać usunięcie tego pnia. Chodziło  o uniknięcie jego ewentualnego niekontrolowanego wyłamania (spowodowanego np. przez silny wiatr), co mogłoby skutkować uszkodzeniem i osłabieniem pozostałej, żywej części drzewa, oraz uszkodzenie m.in. wielu grobów wokół. Przypomnę, że drzewo rośnie kilka metrów od głównego wejścia na cmentarz, pomiędzy grobowcami!

W roku 2014, w trakcie wykonywania innych prac na cmentarzu, na lipę wszedł jeden z naszych pracowników, aby zrobić zdjęcia tych starych wiązań i zobaczyć jak wygląda to w aspekcie przyszłego usuwania przewodnika. Stare wiązania były mocno wrośnięte w pnie drzewa – „zaanektowane”. W efekcie reakcji gojącej zostały oblane tkanką organiczną – kalusem. Widać to na załączonych zdjęciach. Zarówno od strony wewnętrznej, gdzie wchłonięte zostało prawie w całości ucho utrzymujące linę stalową, oraz od strony zewnętrznej, gdzie zarośnięta została w całości śruba z podkładką i nakrętką.

Lipa na cmentarzu w Radomsku
Rok 2014.Wiązanie od strony „wewnętrznej”.
Lipa na cmentarzu w Radomsku
Rok 2014.Wiązanie od strony podkładki – całkowicie „zaanektowane” przez drzewo.

Usunięcie przewodnika nastąpiło pod koniec maja 2015 roku. Nim usunęliśmy suchy pień, co wiązało się z demontażem istniejącego układu starych przewiercanych wiązań, dwa pozostałe zostały wzmocnione wiązaniami opasowymi, aby w momencie odcinania suchego pnia nie nastąpiło na pozostałych dwóch „tąpnięcie” mogące doprowadzić do ich rozerwania u nasady.

Lipa na cmentarzu w Radomsku
Nowe wiązania opasowe, jako tzw. „bezpiecznik”.

Następnie odcinkami opuszczanymi na linach, pomiędzy grobowce, pień został ścięty.

Lipa na cmentarzu w Radomsku

Po jego usunięciu, odkroiłem kawałek pnia wokół śruby kotwiącej linę w drewnie, przewieźliśmy go na bazę, gdzie po kilku dniach dokonałem jego „sekcji”, aby zobaczyć ile to „złego” poczyniła zamontowana w nim 23 lata temu śruba. Rzadka to bowiem okazja, móc po wielu latach zobaczyć jak to wszystko tam „w środku” zafunkcjonowało.

Lipa na cmentarzu w Radomsku
Pień ściętej lipy
Lipa na cmentarzu w Radomsku
Lipa na cmentarzu w Radomsku
Lipa na cmentarzu w Radomsku
Lipa na cmentarzu w Radomsku
Na powyższym zdjęciu widać odciśnięty w drewnie gwint po śrubie kotwiącej. Najlepszy dowód na brak zjawiska rozkładu drewna w jej pobliżu!

Przypomnę, że przeciwnicy wiązań przewiercanych, czyli tzw. „inwazyjnych”, podnosili argument, że w ten sposób następuje wprowadzenie do jego wnętrza grzyba (w trakcie wiercenia otworów – czyli aktu „inwazji”), które spowoduje z czasem wewnętrzną zgniliznę drewna. Powyższe kilka zdjęć pokazuje, że przy poprawnym, zgodnym z wszystkimi zasadami, wykonaniu tych prac, nic takiego nie ma miejsca. Widoczne jest jedynie przebarwienie drewna bezpośrednio przy śrubie, spowodowane przez kontakt wody przepływającej przez drewno z metalem śruby kotwiącej, natomiast nie ma rozkładu drewna (zgnilizny). Nie znaczy to, że będę teraz namawiał do powrotu do starych metod. Chcę tylko stwierdzić, że w tej dziedzinie, każde kategoryczne twierdzenia, zwłaszcza te „ex cathedra”, są wysoce ryzykowne! W moim archiwum posiadam jeszcze inne podobne przykłady dotyczące drzew również innych gatunków (m.in. klon, wiąz).

Jestem głęboko przekonany, że w niektórych sytuacjach, wiązania przewiercane dają większą gwarancję trwałej stabilizacji układu statycznego w porównaniu z wiązaniami „nieinwazyjnymi”. Ale to już temat na bardziej „akademickie” rozważania. I jeszcze kilka informacji uzupełniających. Wypróchnienie u nasady ściętego pnia, będące w zasadzie już rozległym otwartym ubytkiem, od miejsca, w którym zamontowano śrubę, dzieliło kilkanaście metrów. Na tym odcinku ściętego pnia drewno było „pełne”, twarde bez objawów jego rozkładu oraz bez żadnego ubytku wewnętrznego. Moim zdaniem powodem powstania uszkodzenia u nasady pnia był fakt, iż rozwidlenie to stanowiło od „niepamiętnych czasów” świetny „schowek”, w którym przechowywano różne drobne narzędzia, butelki, pojemniczki etc. etc., tak „niezbędne” przecież do utrzymania we właściwym stanie sąsiadujących z tym drzewem grobów! Były tam widoczne nawet ślady oparzelin, prawdopodobnie pochodzące od gorących, przed chwilą, bo wymienionych na nowe, szklanych zniczy, być może niektóre z palącym się wewnątrz niedogaszonym knotem?

Lipa na cmentarzu w Radomsku

Twierdzę, że gdyby nie te uszkodzenia i zranienia, efektem których było powstanie próchniejącego ubytku wgłębnego w pniu, usunięty przewodnik byłby nadal żywotny tak jak pozostałe dwa! Pozwoliłem sobie na trochę więcej szczegółów przy okazji tego drzewa, ale wiem, że nie tylko zawodowcy zaglądają do ”Zielnika Łódzkiego”. Dla osób postronnych myślę, że te informacje mogą być ciekawe, gdyż rzadko jest okazja o tym poczytać i pooglądać jak to „drzewiej bywało”.

A kolejną część wspomnień znów muszę zaliczyć do grupy „ z otchłani pamięci”. Pierwotnie chciałem ją bowiem datować na rok 1992. Jednak szukając odpowiednich zdjęć, na odwrocie jednego z nich znalazłem taką oto „zapiskę”, która spowodowała korektę w datowaniu tych wydarzeń:

Zapiski

W roku 1991 w historii naszej firmy doszło do pierwszego wyjazdu zagranicznego związanego z wykonywaniem prac przez naszą brygadę.

I tutaj potrzebne jest małe wprowadzenie w temat.

Jak już wspominałem wcześniej, zaprzyjaźnieni byliśmy z Dyrektorem Pienińskiego Parku Narodowego, Panem inż. Andrzejem Szczocarzem. Polecał on już wcześniej naszą firmę  Konserwatorowi Przyrody w Nowym Sączu, dla którego robiliśmy prace m.in. w Krościenku, Rabce czy w Sidzinie.  Dyrektor A. Szczocarz razem z Dyrektorem PIENAPU, czyli Pienińskiego Parku Narodowego po stronie Słowackiej, Panem Stefanem Danko, postanowili uroczyście wznowić akt powołania tych parków w lipcu 1932 roku. Trzeba tu zaznaczyć, że był to pierwszy ustanowiony w Europie Międzynarodowy Park Narodowy. Uroczystość 60-lecia powołania tych parków miała się odbyć w lipcu 1992 roku, nad Dunajcem w Czerwonym Klasztorze, pod zabytkowymi lipami, pamietającymi nie tylko tamto historyczne wydarzenie. No, ażeby nikomu w jej trakcie, „włos z głowy nie spadł”, tzn. suchy konar nie spadł na głowę zaproszonych gości, trzeba było wykonać pielęgnację tych drzew. W tamtym czasie, w młodym państwie, jakim była Republika Słowacji, firm takich jak nasze jeszcze nie było. Dlatego pojawiła się prośba, byśmy wspólnie z krakowską zaprzyjaźnioną z nami firmą Pana Krzysztofa Banacha wykonali te prace. W ten sposób, pod koniec miesiąca czerwca 1991 roku, część naszej ekipy wraz z „szefostwem” pracowała na terenie zaprzyjaźnionego kraju, co prawda bardzo niedaleczko za granicą, ale jednak za…  Zachowało się w moich archiwach kilka slajdów oraz zdjęć z tego pobytu.

Ekipa w Krościenku
Rok 1991.Krościenko.Zbiórka ekipy przed wyjazdem na Słowację na terenie Dyrekcji Pienińskiego Parku Narodowego.
Słowacja
Rok 1991.Słowacja.Červeny Klaštor. Rozbiórka drewnianej osłony ubytku wgłębnego.
Słowacja
Rok 1991. Słowacja.Červeny Klaštor. Ilość prac i krótkie terminy ich wykonania wymagały zaangażowania wszystkich sił!
Słowacja
Rok 1991. Słowacja. Červeny Klaštor. Grupa z Polski przy jednej z pielęgnowanych lip.

Później jeszcze raz byliśmy na terenie Słowacji celem wykonania prac (ale w innej miejscowości), natomiast krakowska firma funkcjonowała tam jeszcze przez kilka lat, będąc swoistym „pionierem” tych prac na Słowacji, podglądanym przez pojawiających się powoli miejscowych wykonawców. W trakcie tego pierwszego pobytu, który obejmował poza pracami przy drzewach spotkania towarzyskie, spotkania merytoryczne oraz wycieczki krajoznawcze, zawieziono nas do miejscowości (której nazwy niestety nie pamiętam) położonej niedaleko miasta Mihalovce, prawie pod granicą z Węgrami. Z podróży tej, liczącej w obie strony ok. 200 km, zapamiętałem niesamowity upał, jaki panował w pojeździe, którym przemieszczała się nasza grupa. Była to słowacka odmiana pojazdu, który u nas nosił nazwę „osinobusu”. Służył on głównie do przewozu pracowników na budowach czy wożenia dzieci wiejskich do szkół. Kto jechał takim „luksusowym” pojazdem, to wie, o czym mówię! Celem tej eskapady było pokazanie nam pomnika przyrody – dęba, który był wcześniej poddany zabiegom. Chciałem już napisać… pielęgnacyjnym…. ale czy na pewno? Przyjęto nas tam bardzo gościnnie. Czekano na specjalistów z Polski, mimo, że była to niedziela. Duże wrażenie na nas wszystkich zrobił fakt, że kiedy przyjechaliśmy na miejsce, Pani Wójt ze swojego gabinetu, za pomocą działającego we wsi radiowęzła (jego głośniki rozwieszone były na słupach wzdłuż głównej ulicy) zawezwała do siebie również innych przedstawicieli gospodarzy, którzy mieli uczestniczyć w spotkaniu z nami. I cała wieś przy okazji słyszała, kogo Pani Wójt zaprasza do siebie!

Słowacja
Rok 1991. Słowacja. Goście z Polski w towarzystwie Pani Wójt pod pomnikiem przyrody.

Drzewo to, mimo oczywiście słusznych rozmiarów, wzbudziło nasze zainteresowanie przede wszystkim z powodu metody, jaką zastosowano przy jego…. brakuje mi właściwych słów… chyba jednak rekonstrukcji. Otóż poinformowano nas, że ubytek w pniu, który tam był onegdaj, wypełniono niedawno kilkunastoma tonami betonu. Tę plombę „zamaskowano” bardzo dokładnie i pieczołowicie zatopionymi, w świeżym betonie, kawałkami kory.  Całość prac zwieńczono zawieszeniem, na tak „zrekonstruowanym pniu”, kapliczki.

Dąb na Słowacji

Nie wiem, czy to drzewo jeszcze istnieje, ale wyjechaliśmy pod wrażeniem! Uff… Wiele plomb w drzewach widziałem do tego czasu, ale takiej to nie! U nas od lat już niczym nie wypełnialiśmy ubytków w pniach drzew, wiedząc, że jest to metoda szkodliwa dla żywego drzewa. Wręcz odwrotnie, tam gdzie to było możliwe i wskazane, stare plomby były usuwane z wnętrza drzew. Wyjazd na Słowację zachował się w naszej pamięci również dzięki bardzo „rodzinnej” atmosferze, jaka mu towarzyszyła.

Słowacja
Rok 1991. Słowacja. W tle Dunajec i Trzy Korony.

Puentą tego wspomnienia jest fakt, że w lipcu 1992 roku doszło do odnowienia aktu powołania tych Parków Narodowych. Okolicznościowy dokument podpisali ich ówcześni Dyrektorzy: Pienińskiego Parku Narodowego – A. Szczocarz, PIENAPU – Stefan Danko. Odbyło się to pod koronami owych lip i żaden konar nie spadł im i gościom na głowy!

Słowacja
Rok 1992 lipiec. Słowacja. Červeny Klaštor. Uroczyste odnowienie aktu powołania Pienińskich Parków Narodowych, pod okapem pomnikowych drzew.
Słowacja
Rok 1992 lipiec. Słowacja. Červeny Klaštor. Od lewej – autor, M. Samoliński- członek PTChD-NOT, S. Danko, A. Szczocarz.

CDN.

Tekst i zdjęcia: Marek Kubacki

Poprzedni odcinek Opowieści Marka Kubackiego znajdziecie TUTAJ.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *